Liga Niezwykłych Dżentelmenóww
Rok 1899, świat stoi u progu nowego stulecia i wielkiej wojny światowej. Tylko grupa ludzi obdarzonych nadnaturalnymi umiejętnościami jest w stanie ocalić cywilizację przez zagładą i chaosem. Brzmi ciekawie? Jeśli jeszcze dorzucimy do tego Seana Conneriego i steampunkowe klimaty, to wyjdzie nam całkiem interesujące danie.
Wszystko zaczęło się od historii opowiedzianej przez Alana Moorea i Kevina O’Neilla, zaadaptowanej do scenariusza filmowego przez Jamesa Robinsona, w końcu wyreżyserowanej przez Stephena Norringtona i “wypremierowanej” w 2003 roku. Film faktycznie jest niezwykły, ale… nie aż tak.
Dużo pary
Jak już wcześniej spotkałem, klimat jest iście steampunkowy, utrzymany w wiktoriańskim stylu alternatywnej historii. Cała produkcja zaczyna się w stylu Hitchocka od trzęsienia ziemii, by potem napięcie systematycznie rosło, a w momencie przejścia do napisów końcowych sięgnęło zenitu. Przez cały film towarzyszą nam wybuchy i sceny walk oraz pościgów, a nie zabraknie również zwrotów akcji, przy których przyznanie się Vadera do ojcostwa nad młodym Skywalkerem to “pikuś” jak to mawiają na południu.
Cała ta akcja i jej zwroty otoczone są przez niezwykłą atmosferę, począwszy od egscytujących ujęć płynącego okrętu kapitana Nemo, przez patetyczne ujęcia mrocznych i deszczowych sceneri Angli, aż po malownicze sceny afrykańskich równin (Madagaskar wysiada, że to tak ujmę). Zawdzięczamy do głównie stojącym na wysokim poziomie efektom specjalnym, w końcu jest to już rok 2003, więc coś się nam należy. “Ligowa” wersja Nautilusa prezentuje się bardziej niż ładnie, wnętrza fortecy Fantoma również zachwycają dbałością twórców o wygląd. Całość jest jednak… wielka, wręcz olbrzymia – cóż, jest to jedna z cech steampunku i po prostu trzeba to przeboleć.
Ach ten Sean…
Zastrzeżenia mogę mieć jednakże do gry aktorów. O ile Sean Connery jeszcze jako tako się rusza i miło na to popatrzeć (bez skojarzeń tylko), o tyle pozostałe postacie wydają się wyjątkowo sztuczne. Niewidzialnego Skinnera jeszcze da się przeboleć, doktora Jekyll również nie jest najgorszą grą, jaką widziałem, pozostałe postacie jednak są drętwe, a aktorzy zdecydowanie nie dopasowani do odgrywanych ról, jakby nie chciało się im “wczuć w postać” – sprawia to, że film traci na kwestii postaci. Z drugiej jednak strony Liga Niezwykłych Dżentelmenów ma być dobrą rozrywką, nie należy więc wymagać głębokiego rozwoju postaci w niespełna dwugodzinnej produkcji filmowej.
Muzyka – świetna muzyka skomponowana przez jednego z mistrzy gatunku – Trevora Jonesa sprawia, że jeszcze bardziej zagłebiamy się w świat przedstawiony na ekranie, co w połączeniu z bardzo dobrze zaprojektowanymi kostiumami dopełnia niezwykłości tego filmu.
Liga niezwykła
Po filmie spodziewałem się tylko dobrego, lekko steampunkowego klimatu i dobrej rozrywki – nie zawiodłem się. Nie doszukamy się w produkcji głębi ani rozwoju postaci, za to na zimowy wieczór Liga Niezwykłych Dżentelmenów jest filmem jak znalazł. I tylko szkoda, że nie wygrał żadnej z siedmiu nagród, do których był nominowany. Nie można jednak mieć wszystkiego, dla wszystkich spragnionych steampunkowych klimatów Liga jest pozycją obowiązkową.
Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook