Filmaster

your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Światełko w tunelu, czyli City of Ember

Ziemskie powietrze jest tak zanieczyszczone, że ludzkość, by przetrwać, musi przenieść się do podziemnego miasta Ember. Pierwsza burmistrz miasta dostaje pudełko, które otworzy się za dwieście lat, a zawiera ono instrukcję jak wydostać się z miasta. Po dwustu latach miejski generator prądu zaczyna umierać, a dwójka młodych ludzi postanawia odnaleźć wyjście na zewnątrz. Oto fabuła Miasta Ember w wielkim skrócie.

Przyznam szczerze, że dawno już żaden film nie zapadł mi tak głęboko w pamięci jak właśnie City of Ember, podobnie jak Serenity i choć kontynuuacja Firefly wciąż znajduje się na pierwszym miejscu w mym prywatnym rankingu filmów, to City of Ember od momentu obejrzenia trafiło i utrzymuje się na drugim miejscu. Nie jest to czyste Science Fiction, film jest utrzymany w lekkich klimatach steampunkowych. Na pewno nie jest to również film przeznaczony dla widzów dorosłych, bardzo mogę go sklasyfikować jako “nie-aż-tak” klasyczny film familijny. Muszę również przyznać, że po dawce przemocy jaką zaserwowało mi Serenity i Battlestar Galactica Razor, miło jest zobaczyć wreszcie film, w którym nie uświadczymy ani jednej kropli krwi, a to co się liczy naprawdę to przyjaźń i dobro najbliższych – ech, tego mi było trzeba :).

Film jest bardzo świeży, swoją premierę miał w roku 2008. Reżyserią zajął się Gil Kenan na podstawie sceariusza napisanego przez Caroline Thompson, a opartego na książce autorstwa Jeanne Duprau (uff). Czytając zaś opinie na serwisach zagranicznych stwierdzam, że skoro według czytelników film jest średni, a według mnie jest genialny, to książka musi być jeszcze bardziej smakowitym kąskiem. Ale po kolei, skupiając się na filmie…

Pierwsze co rzuca się w oczy to bardzo dobrze wykonana scenografia. Wnętrza sali generatora, pomiesczeń mieszkalnych czy po prostu ulic podziemnego miasta wykonane są z dbałością o szczegóły i bliżej im do klimatów steampunkowych, niż futurystycznych. Miasto to nie tylko dobrze wygląda, ale również żyje – od samego początku do samego końca obserwujemy mieszkańców Ember trudniących się własnymi sprawami i po prostu żyjących z dnia na dzień. W wielu produkcjach sci-fi można uświadczyć prezentowania w ten sposób codziennego życia, w City of Ember jednak wyjątkowo da się życie to dostrzec.

Muzyka to istny symfoniczny majstersztyk skomponowany przez Andrew Lockingtona, podniosła i idealnie dopasowana do akcji toczącej się na ekranie, do tego działa identycznie jak muzyka w Gwiezdnych Wojnach – jest w stanie opowiedzieć historię samodzielnie bez konieczności pokazywania kolejnych klatek filmu.

City of Ember to film familijny. Nie uświadczymy w nim masy efektów specjalnych, za to zobaczymy przyjaźń i wzajemne zaufanie między ludźmi, którzy są gotowi poświęcić wszystko, byle by ocalić najbliższych. Zobaczymy również intensywną akcję, jednak nie opartą o walki i zbrojne pościgi, ale opartą o dążenie do realizacji postawionego celu – odkrycia wyjścia z podziemnego miasta. Jest więc i ucieczka i mrożąca krew w żyłach scena na gigantycznej maszynerii :), a od czasu do czasu pojawi się odrobina melancholii dla przeciwagi. Do tego wszystkiego po skończonym seansie dochodzimy do wniosku, że zbyt rzadko doceniamy dobro, jakim są nasze Słońce i czyste powietrze, a czego zostali przed wiekami pozbawieni bohaterowie filmu. Jest więc i przygoda i morał.

City of Ember to przyjemny film, przygoda dla całej rodziny, osadzona w realiach dalekiej przyszłości z elementami steampunku, opowiadająca o przyjaźni i doprawiona genialną muzyką. Polecam każdemu, kto chce obejrzeć dobry film familijny w ramach odpoczynku, a dodatkowo coś z tegoż seansu wynieść.

Nathan Wojciech Usarzewicz

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook